Przejdź do treści
Strona główna » Od nas

Od nas

Boniek i Toniek – jeden Mikołaj

Bajka o zgodzie, jednym dobrym serduszku i o tym, że Mikołaj nie dzieli się na pół.

Boniek i Toniek budzą się w zimowy poranek

Tego ranka Boniek i Toniek obudzili się dokładnie w tej samej chwili.

Za oknem leżał śnieg, cichy i miękki, jakby ktoś przykrył świat białym kocem, żeby jeszcze chwilę spał.

Każdy z chłopców leżał w swoim łóżku, patrzył w sufit i myślał…
i choć żaden jeszcze tego nie wiedział, myśleli o tym samym.

Boniek pomyślał:
„Gdybym był Świętym Mikołajem…”

Toniek pomyślał dokładnie to samo.

Nie o czapce.
Nie o brodzie.
Nie o saniach.

Tylko o tym, jak to jest sprawić, żeby komuś zrobiło się milutko w sercu — nawet wtedy, gdy na dworze skrzypi mróz.

— Toniek… — odezwał się Boniek, nie otwierając oczu.
— No? — ziewnął Toniek.
— Gdybyś był Świętym Mikołajem…
— Już jestem — przerwał mu Toniek.

Boniek otworzył jedno oko.
— Jak to już?

Toniek usiadł na łóżku i poprawił kołdrę, jakby właśnie szykował się do wielkiego przemówienia.

— No normalnie. Obudziłem się pierwszy.
— Obudziłeś się w tej samej sekundzie co ja.
— Ale ja pomyślałem o tym pierwszy.

Boniek westchnął bardzo dorosło, jak tylko ośmiolatek potrafi.

— Toniek… my jesteśmy bliźniakami.
— Wiem.
— I wyglądamy tak samo.
— Też wiem.
— I myślimy tak samo.
— No niestety.

Zapadła cisza.
Taka cisza, w której coś się rodzi.

— To jak? — zapytał w końcu Boniek. — Dwóch Mikołajów?
— Albo żaden — mruknął Toniek.

W tej samej chwili coś błysnęło za oknem.
Najpierw bardzo delikatnie.
Jakby gwiazdka sprawdzała, czy wolno jej świecić jaśniej.

I co było najdziwniejsze — nie zgasła, gdy dzień na dobre się rozjaśnił.
Świeciła dalej, nawet wtedy, gdy słońce było już wysoko.

Boniek i Toniek podążają za gwiazdą

— Gwiazdki nie świecą w dzień — powiedział Boniek.
— Ta świeci — odpowiedział Toniek. — Może nie wie, że nie wolno.

Gwiazdka uniosła się lekko i ruszyła przed siebie.
Nie pędziła.
Jakby była pewna, że chłopcy pójdą za nią.

I poszli.

Światło było ciepłe i miękkie.
Nie czuli, kiedy przestali dotykać ziemi.

— Śnisz? — szepnął Boniek.
— Jeśli tak, to śnij ciszej — odpowiedział Toniek. — Nie chcę się obudzić.

Boniek i Toniek w magicznej krainie przy choince

Gdy światło opadło, znaleźli się w miejscu, jakiego nigdy wcześniej nie widzieli.

Nie było tam hałasu.
Nie było pośpiechu.

Były stoły pełne zabawek — niedokończonych, poprawianych, jakby ktoś stroił je, dodając do nich dobroć serca.

Chłopcy dostrzegli czworo zwierzątek pochylonych nad swoją pracą.

Nubo, delfinek, podniósł głowę i uśmiechnął się.
Tari, żółwik, skinęła łagodnie.
Bomo, bóbr, odłożył narzędzie.
Lulo, miś, spojrzał na chłopców tak, jakby znał ich od zawsze.

— Czekaliśmy — powiedział cicho.

Toniek rozejrzał się uważnie.
— Jeśli to jest sen, to mamy tu lepsze zabawki niż w sklepie.
— I nikt nie mówi „nie dotykaj” — dodał Boniek.
— Bo tu się dotyka dobrocią serduszka — odezwał się Lulo spokojnie.

Nubo, Tari, Bomo i Lulo w warsztacie dobra

— Chcemy zostać Mikołajem — powiedzieli chłopcy jednocześnie.
— Ale tylko jeden może — dodał szybko Toniek. — Żeby się nie pogubić.

Tari położyła przed nimi dwie rzeczy.
Jedną zabawkę — piękną, gotową
I jedno ciepłe światło, małe, ale mocne.

— To wasza próba — powiedziała.
— Jedno z was da prezent.
— Drugie spełni dobry uczynek.
— A potem się zamienicie — dodał Bomo.
— Bo Mikołaj nigdy nie jest sam — zakończył Lulo.

Chłopcy spojrzeli na siebie.
Jak zawsze jednocześnie.
I zrozumieli.

Boniek i Toniek jako Mikołajowie pomagają innym

Raz Boniek był Mikołajem, a Toniek szedł obok niego cicho, jak skrzat, który wie, gdzie trzeba spojrzeć uważniej.

Innym razem zamieniali się bez słowa — tak naturalnie, jakby robili to od zawsze.

Rozdawali zabawki, dokładnie takie, jakich ktoś potrzebował,
ale także robili dobre uczynki — pomoc, obecność tam, gdzie było smutno.

Nie wszystko dało się zapakować.
Nie wszystko mogli zobaczyć.
Ale zawsze zostawiali swoje serduszko.

A gwiazdka nad Krainą Taka świeciła spokojnie, jakby wiedziała, że dokładnie o to chodziło.

Boniek i Toniek wracają do domu po niezwykłej przygodzie

Gdy wrócili do domu, w pokoju pachniała choinka.

Światła migotały spokojnie, a bombki odbijały ich twarze — dwie takie same, a jednak trochę inne.

Boniek siedział na dywanie i wspominał małą zabawkę, którą widzieli w Krainie Taka.
— Wiesz… ona była dokładnie taka, jaka powinna być.

Toniek skinął głową.
— To super, że ktoś ją dostał.

Przez chwilę milczeli.

— Myślałem, że bycie Mikołajem to dawanie prezentów — powiedział Boniek.
— A to jest… — Toniek szukał słów — pilnowanie, żeby komuś zrobiło się lżej, radośniej.
— I cieplej — dodał Boniek.

Jednocześnie powiedzieli:
— w zgodzie łatwiej być Mikołajem o jednym dobrym serduszku.

Na czubku choinki gwiazdka błysnęła jaśniej.

Dobro i ciepło serca w zimowy wieczór

Od nas – dla Was. 💙

↩ Do góry